Pod tym tytułem i bajecznie kolorową okładką znalazłam jakiś czas temu zestaw duchowych ćwiczeń;) („Schronienie dla duszy, ćwiczenia duchowe dla niezbyt pobożnych” Paul M. Zulehner). Krótka książeczka dla tych którzy lubią czasem popatrzeć wgłąb siebie, lubią myśleć i rozumieć, których coś niepokoi, np. słowa Bóg i Kościół.
Autor opiera się na badaniach socjologicznych, z definicji – naukowych, ale wysnuwa na ich podstawie wnioski niekoniecznie naukowe, raczej mówiące o kondycji duszy współczesnego człowieka. I nie uderza przy tym w stary dzwon i pieśń dziadów kalwaryjskich o „upadku autorytetów”, „pemisywiźmie” etc… Mówi o nadziei, o pragnieniach, mistyce, o instytucji Kościoła, o zmianach w postawach ludzi, o wolności, solidarności, wspólnotach, samostanowieniu, równości płci… i mówi o tym językiem, który nie drażni (!) mało pobożnych lub niewierzących ludzi – przetestowałam na moim atopowym guście;), a muszę przyznać, że bardzo wiele tego typu książek mnie mocno drażni, np. na „Dzikie serce” i „Urzekająca” Eldridgów nadal mam, niestety, reakcję alergiczną…
Polecam.
„Kościoły powinny zrobić wszystko, co w ich mocy, by eliminować autorytaryzm i zachęcać do życia w wolności”.
„Niestety, zamiast tego zwykle wybiera się drogę podporządkowania człowieka normom i pouczającym go autorytetom.”
„Nawet papież, „pontifex maximus”, pełniący jasno określoną funkcję religijną, bywa traktowany jako kryjówka dla czyjegoś niedojrzałego „ja”.”
„(…) o dramacie współczesnej kultury, która próbowała szukać pociechy w doczesnościi w samej sobie, a przede wszystkim o nadziei na to, że nasza bezdomna dusza, błąkająca się po niegościnnym świecie, będzie mogła zadomowić się wreszcie w tej Tajemnicy, którą w języku religijnym z dawien dawna nazywamy Bogiem.”
„Takie doświadczenie uwalnia od lęku. I solidaryzuje. Uzdalnia do solidarności. Jest w nas wtedy coraz mniej lęku o siebie, a coraz więcej otwarcia na innych.”
Napisane w odkrywka